Wywiad Prezesa Izby prof. Ryszarda Pregiela nt. polityki naukowo-technicznej

Z prof. dr. hab. inż. Ryszardem Pregielem, prezesem Polskiej Izby Gospodarczej Zaawansowanych Technologii, rozmawia Irena Fober.

 

Czy mamy w Polsce zaawansowane technologie?

Problem nie polega na tym, czy są u nas takie technologie, ponieważ dzisiaj nie ma gospodarki sporego kraju, w której nie byłoby zaawansowanych technologii. Ważniejsze jest pytanie, jaka cześć polskiego przemysłu wspiera powstawanie zaawansowanych technologii. W Polsce przemysł prywatny finansuje zaledwie 9% nakładów na badania naukowe i prace rozwojowe, podczas gdy na świecie ten udział kształtuje się na poziomie 60-65%. Niestety, także niektóre z gałęzi gospodarki, które z natury rzeczy korzystają z zaawansowanych technologii, praktycznie nie finansują badań. Weźmy choćby Telekomunikację Polską, ogromną jak na polskie warunki firmę, której przychody sięgają 9 mld zł. Proszę sobie wyobrazić, że z tych swoich wielkich przychodów i niezłych zysków w 2008 r. TP S.A. wydała zaledwie 0,3% na finansowanie badań! Jeśli chodzi o firmy telekomunikacyjne jest to absolutne dno w statystykach europejskich.

A ile France Télécom u siebie wydaje na badania?

W 2008 r. przeznaczył na prace badawcze 900 mln euro, czyli prawie 2% przychodów. Zawstydzającą okolicznością dla polskiego przemysłu jest również fakt, że w Polsce spośród wielkich firm instytucją najbardziej zaangażowaną w finansowanie badań jest Bank Rozwoju Eksportu. Wielkie banki wszędzie poświęcają dosyć duże pieniądze na wprowadzanie nowej techniki do operacji finansowych, ale nigdzie na świecie nie stanowią pierwszej dziesiątki firm inwestujących w badania. Zawsze na pierwszym miejscu jest przemysł.

Dlaczego więc u nas jest inaczej?

Po pierwsze wpływa na to struktura własnościowa. Znajdujemy się w początkowej fazie kapitalizacji polskiego przemysłu. Polski kapitał dopiero się rodzi, nie mamy jeszcze wielkich koncernów globalnych z siedzibą i nie przewiduję, aby w najbliższym dziesięcioleciu taki koncern powstał . Z kolei przemysł samochodowy czy telekomunikacyjny został praktycznie w całości wykupiony przez koncerny zachodnie. Nie jest to zjawisko negatywne, globalizacja przemysłu zaawansowanych technologii jest powszechna; wszędzie – od Brazylii po Nową Zelandię na budynkach są te same nazwy wielkich firm. Ale faktem jest, że wielkie koncerny z reguły lokują swoje placówki badawcze w pobliżu zarządów, m.in. z powodu ochrony własności intelektualnej. Dlatego nawet jeżeli w Polsce powstają ośrodki badawcze niektórych koncernów, są tam prowadzone na ogół tylko badania wspierające główny nurt prac rozwojowych.

Drugą przyczyną są pierwotne błędy prywatyzacyjne. Nie zabezpieczyliśmy finansowania ośrodków badawczych funkcjonujących w prywatyzowanych przedsiębiorstwach i zjednoczeniach. Sprzedaliśmy Siemensowi Wrocławskie Zakłady Elektroniczne Elwro, w których pracował zespół doskonale przygotowanych programistów. Zakłady te miały ponad 2 tys. osób z wyższym wykształceniem, co nawet w skali europejskiej jest potężnym zespołem badawczym. Opracowane w ELWRO komputery z rodziny „Odra” niewiele różniły się od swoich angielskich czy francuskich odpowiedników. W ciągu roku od zakupu przedsiębiorstwo Elwro znikło. A przecież podczas prywatyzacji można było postawić twarde warunki zachodniemu kapitałowi, by zobowiązał się do wieloletniego finansowania ośrodków badawczo-rozwojowych przemysłu.

Skąd zatem brać kapitał na postęp techniczny?

Dzisiaj ratują nas fundusze europejskie. Jest to niezwykle sprzyjająca Polsce okoliczność, nieznane w historii świata zjawisko cywilizacyjne, kiedy jedna grupa państw daje innym pieniądze, by mogły ich dogonić pod względem gospodarczym.

Czy jednak wiadomo, ile z tych pieniędzy idzie na oryginalne rozwiązania, a ile na powielanie i polepszanie tego, co inni już dawno wymyślili? Jaka część funduszy trafia do naprawdę innowacyjnych firm?

Nie mamy pełnej wiedzy, w jaki sposób te pieniądze zostają alokowane. Poza tym niech Pani nie używa sformułowania „innowacyjne firmy”, bo dziś w Polsce, czytając sprawozdania i dokumenty publikowane przez przedsiębiorstwa, nie ma firm innych niż innowacyjne. Do tego przymusza praktyka pisanie wniosków o fundusze unijne i inne środki wsparcia. Pojęcie innowacyjności zostało w dużej mierze rozmyte i wyprane z treści. Problem nie polega więc na tym, żeby się martwić brakiem innowacyjności, Polacy są dynamiczni i pomysłowi, lecz na tym, żeby finansować te dziedziny, które będą decydowały o miejscu Polski w świecie za 20 lat.

Środki unijne pobudziły przedsiębiorczość, dzisiaj mamy ok. 3 mln zarejestrowanych przedsiębiorstw. Nadszedł jednak czas, by skoncentrować się na tzw. kluczowych technologiach wspomagających, które przyniosą efekty nie jutro, lecz za wiele lat. Jeśli piekarz zmienia piec węglowy na indukcyjny, to też jet innowacyjność i obniżenie kosztów, tylko na dobrą sprawę taka inwestycja nie zmienia miejsca Polski w świecie. Tymczasem polski przemysł związany z kluczowymi technologiami jest wręcz niedostrzegalny w Europie. Niedobrze się stało, że początek nowej fazy finansowania europejskiego zderzył się z kryzysem. Kiedy opozycja krzyczy w Sejmie: Mało wydano!, cnotą urzędniczą i miernikiem sprawności PARP staje się szybkość rozdysponowania europejskich środków. Wepchnięcie kilkudziesięciu miliardów złotych na rynek spowodowało, że kryzys został złagodzony, aczkolwiek lepiej jest zastanawiać się pół roku dłużej i dobrze alokować środki, niż wydać je naprędce, by zasilić rynek. Ale etap inkubacji milionów nowych firm dobiega końca.. Teraz musi nastać czas finansowania czołówki technologicznej.

Tylko że w Polsce tym najlepszym czasami najtrudniej się przebić.

To prawda. Ale też jest i druga strona medalu – dość często niski poziom, z punktu widzenia komercyjnego, wyników uzyskiwanych w trakcie realizacji finansowanych ze środków publicznych prac badawczo-rozwojowych i stosunkowa niewielka przedsiębiorczość polskich naukowców. Łatwo pisać, że rozwiązanie jest nadzwyczajne i rewolucyjne, tylko polski przemysł „ nie ssie”. Jeśli ma się pomysł, który rzeczywiście ma potencjał komercyjny zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce na tym zarobić. Gdy przychodzi do mnie wynalazca i narzeka, że nikt nie chce wdrażać jego technologii w Polsce, z miejsca mu radzę – jedź do Szwecji, Japonii czy Stanów i przedstaw swój pomysł. Można oczywiście żałować, że wynalazek nie zostanie w Polsce, lecz weryfikowanie odkrycia z punktu widzenia jego komercyjności jest jedyną skuteczną metodą. Warto realizować marzenia, nie obsesje. Ostatecznie dlaczego polskie nazwisko nie może być sławne za amerykańskie pieniądze? Maria Skłodowska-Curie również nie w Polsce dokonywała swoich odkryć. Jeśli w Polsce nie ma pieniędzy, jedźmy tam, gdzie one są i chwalmy imię Polski.

A o czym będziemy rozmawiać w Poznaniu?

Chciałbym, żeby Forum Inżynierskie i Kongres Techników Polskich skupiły się na tym, w jaki sposób ukształtować otoczenie prawne, finansowe, a nawet socjologiczno-polityczne, by skłonić przemysł do większego finansowania prac B+R. W ciągu 20 lat (nie jest to mało, proszę zwrócić uwagę, że Polska naszych dziadków w ogóle trwała tylko 20 lat, a w tym czasie zrobiono niezwykle dużo) nie stworzyliśmy ani jednego prywatnego instytutu badawczego, ani jednego instytutu prywatno-publicznego. Co więcej, takiej formy nie przewiduje nawet ustawa, nie ma możliwości prawnej wniesienia np. instytutu do koncernu i stworzenia wspólnie ze Skarbem Państwa spółki państwowo-publicznej. Drugą sprawą jest alokacja środków europejskich. Problem trzeci to pytanie, dlaczego środowisko akademickie jest tak słabo powiązane z gospodarką? Trudno znaleźć w Polsce fabrykę, która by swój rozwój oparła na pracach polskiej uczelni. Tymczasem dla porównania, wykorzystując wyniki prac prowadzonych w jednym tylko uniwersytecie, w Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie, założono w ostatnich latach ponad 60 przedsiębiorstw należących do czołówki światowej w swojej dziedzinie techniki. Oczywiście Izrael jest krajem do porównań trudnym, jest to centrum diaspory, co znacznie ułatwia kontakty finansowe i biznesowe. Ale to nie powinno być powodem zazdrości, lecz wniosków, które powinniśmy wyciągać jako Polacy również rozrzuceni na całym świecie. I m.in. tym sprawom będzie służył organizowany we wrześniu Światowy Zjazd Inżynierów Polskich.

 

 

Dziękuję za rozmowę.